O poczuciu własnej wartości mówi się dużo, ale często trudno zdefiniować, czym ono jest i z czego tak naprawdę wypływa. Temat jest ważny, bo badania pokazują, że wielu młodych ludzi (i nie tylko młodych!) zmaga się z niskim poczuciem własnej wartości… A ma ono bardzo duże znaczenie dla ich przyszłego życia – pewności siebie, motywacji do nauki i rozwoju, osiągnięć, radzenia sobie z trudnościami, tworzenia zdrowych relacji … Właściwie, gdzie nie spojrzeć, tam niskie lub wysokie poczucie własnej wartości odciska swoje piętno.
Poczucie własnej wartości – czyli co?
Na początek trochę teorii, żeby wiedzieć o co chodzi.
KAŻDY CZŁOWIEK, od maleńkiego w łonie swojej mamy do starszego na łożu śmierci, ma swoją niezbywalną WARTOŚĆ I GODNOŚĆ z uwagi na sam fakt, że jest człowiekiem. Nikt nikomu tej wartości dać nie może, ani jej nie może odebrać. Mnie pomaga jeszcze spojrzenie wiary – wierzę, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga (por. Rdz 1, 27), a On sam zechciał nas jeszcze przed poczęciem i cudownie ukształtował w łonach naszych mam (por. Ps 139 13-16).
Natomiast POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI to przekonanie, że jesteśmy ważnymi, wartościowymi, godnymi miłości osobami, takimi jakimi naprawdę jesteśmy – ze świadomością swoich mocnych i słabych stron.
Poczucie własnej wartości jest to coś z pogranicza myślenia (wiemy, że jesteśmy ważni, wartościowi) i czucia (czujemy, że jesteśmy ok, mamy się sami ze sobą dobrze, akceptujemy i ogólnie lubimy siebie). Co bynajmniej nie oznacza, że patrzymy na siebie bezkrytycznie.
*
Prawdziwe poczucie własnej wartości nie opiera się na osiągnięciach czy sukcesach. Na nich opiera się samoocena – czyli to, jak się oceniamy na bazie tego, co umiemy, potrafimy i jacy jesteśmy, np. potrafię dobrze kierować samochodem, ale jestem słaba w robótkach ręcznych.
Poczucie własnej wartości dotyczy czegoś dużo bardziej fundamentalnego – Twojego życia, istnienia w świecie. Jest na ogół stabilne i nie zmienia się diametralnie w zależności od sytuacji (chociaż może podlegać wahaniom). Brzmi patetycznie? Być może, ale każdy człowiek ma wpisany taki myślowy program, nawet jeśli nie jest go świadomy. A to, jak myślimy o sobie, świecie i innych ludziach, wpływa na to, jak się czujemy i zachowujemy.
*
Na poczucie wartości naszych dzieci jako dorośli – rodzice, dziadkowie, nauczyciele – mamy duży wpływ. Na początku swojego życia dziecko nie wie, jaką ma wartość. Nie wie, czy jest bezcenne, czy bezwartościowe. Dowiaduje się tego ze świata – poprzez to, jak jest traktowane przez najbliższych. Wtedy uczy się, na ile jest według swoich bliskich, ważne – i zapamiętuje to często na całe życie.
Dlaczego to ważne?
Po kilku latach w zależności od tego, co dziecko będzie słyszeć i czego będzie doświadczać w relacji z innymi ludźmi, może zostać z poczuciem i przekonaniem, że:
- jest dobre, chciane i kochane,
- jest wartościowe, ale tylko wtedy, kiedy nie sprawia problemów, przynosi dobre oceny itd.
- musi sobie na akceptację i miłość zasłużyć,
- lepiej, by go nie było, bo sprawia problemy…
Który „program” chciałbyś dać swojemu dziecku?
Poczucie własnej wartości stanowi podstawę, na której rozwija się wiele innych cech dziecka, nastolatka, a potem dorosłego. Dzieci i dorośli ze zdrowym poczuciem własnej wartości to osoby akceptujące i lubiące siebie samych; wsłuchujące się w uczucia i potrzeby swoje oraz innych ludzi; zgłaszające sprzeciw wobec niesprawiedliwości; mające odwagę iść własną drogą przez życie; biorące odpowiedzialność za swoje błędy; świadome, że są wystarczająco dobre, nawet jeśli nie słyszą, jakie są mądre, a także potrafiące przyjmować krytykę w sposób konstruktywny. Te osoby potrafią budować dobre relacje – bez nadmiernej uległości, jak i bez agresji.
Jak wzmacniać poczucie własnej wartości u dzieci?
To pytanie często pojawia się na konsultacjach rodzicielskich w gabinecie psychologa czy w codziennych rozmowach.
Zawsze dzieje się to W RELACJI! Poczucie własnej wartości karmi się poprzez relacje z ludźmi, którzy znaczą dla nas najwięcej. Dziecko o dobrze rozwiniętym poczuciu własnej wartości żyje wśród ludzi, którzy się interesują jego myślami, uczuciami i potrzebami, szanują je, dostrzegają i słyszą, doceniają i traktują poważnie.
„Poczucie własnej wartości nie jest czymś, co dorosły może „dać” dziecku. Dzieci rodzą się z kiełkującym wewnątrz siebie ziarenkiem poczucia własnej wartości. To, co my dorośli możemy zrobić, to stworzyć dobre warunki rozwoju dla tego ziarenka, żeby mogło się zakorzenić i wzrastać. Rozwój zdrowego poczucia własnej wartości jest u dziecka procesem, któremu rodzice i inni ludzie w otoczeniu dziecka dają pożywkę.” (Petra Krantz Lindgren)
Można powiedzieć, że jesteśmy jak ogrodnicy, którzy troszczą się o drogocenną roślinę – dziecko. Ta troska przejawia się na różnych poziomach – od tego, w jaki sposób myślimy o swoim dziecku, co do niego mówimy i wreszcie, jak się wobec niego zachowujemy.
- ZADBAJ O GRUNT, NA KTÓRYM BĘDZIE KIEŁKOWAĆ ZIARENKO POCZUCIA WŁASNEJ WARTOŚCI TWOJEGO DZIECKA. Gruntem jesteś Ty – Droga Mamo, Drogi Tato, Drogi Nauczycielu oraz środowisko, które tworzysz. Nieustannie będę powtarzać, że pracę zawsze dorosły musi zacząć od siebie. Warto przyjrzeć się swojemu poczuciu własnej wartości. Jak myślisz o sobie? Na ile siebie akceptujesz i lubisz? Czy Twoi rodzice wzmacniali Twoje poczucie własnej wartości czy raczej osłabiali? Niezależnie od naszych historii, jako dorośli możemy sami wzmacniać poczucie własnej wartości – czasami wystarczy troska o siebie, uważność na swoje emocje i potrzeby, łagodność w tym procesie. A czasami potrzeba wsparcia specjalisty w tym zakresie. Warto podjąć pracę, np. psychoterapeutyczną lub w kierownictwie duchowym dla swojego dziecka, ale również dla siebie i jakości swojego życia.
- ZADBAJ O ODPOWIEDNIE NASŁONECZNIENIE. Słońcem jest Twój wzrok i czas spędzany razem. Dziecko potrzebuje czuć się ważne, kochane, akceptowane. Bądź zaciekawiony jego życiem. Daj dziecku swój czas i zaangażowanie. Nie oznacza to, że musisz z nim spędzać 24 godziny na dobę. Ale bez takiego czasu tylko dla niego, bez telefonu czy telewizora w tle, będzie trudno to zrealizować. Żeby móc zaspokajać potrzeby, trzeba je najpierw dojrzeć.
- DOPASUJ ODDZIAŁYWANIA DO RODZAJU ROŚLINY, KTÓRĄ MASZ W OGRODZIE. Jesteśmy różni. Nawet mając kilkoro dzieci, każde jest jedyne i niepowtarzalne. Pomóż każdemu dziecku dostrzegać jego mocne strony, predyspozycje, talenty, cechy charakteru (nie musisz być w tym celu psychologiem, wystarczy wspólne spędzanie czasu – patrz punkt wyżej). Pokazuj, w czym jest dobre, z czego może czerpać. Nie oznacza to, że nie mamy stawiać dziecku wymagań – to nasz obowiązek, by wspierać dziecko w rośnięciu ku górze. Ale poprzez stwarzanie odpowiednich warunków, dostosowywaniu wymagań do jego możliwości i predyspozycji, zawieszaniu poprzeczki na tyle wysoko, że dziecko jest w stanie do niej doskoczyć. „Trawa nie rośnie szybciej, gdy się ją ciągnie.” (prof. Gerald Hüther) Jeśli w naszym ogrodzie mamy różę, nie wyrośnie z niej tulipan…
- REGULARNIE PODLEWAJ SWOJĄ ROŚLINĘ – dobrym słowem, docenieniem. Wspieranie poczucia własnej wartości na co dzień zawiera się w dużej mierze w tym, co i jak mówimy do dziecka. Słowami możemy dopinać skrzydła lub je podcinać. To mogą być proste zdania: „Kocham Cię.”, „Jesteś dla mnie ważna/-y.”, „Lubię być Twoją mamą/Twoim tatą.”, „Dziękuję za Twoją pomoc.”; „Czego potrzebujesz?” Lubię słowa Tomka Zielińskiego: „Niech dzieci wiedzą, że po najlepsze słowa wraca się do domu.”
- DOTYKAJ WEDŁUG POTRZEB. Nawet rośliny lubią być delikatne dotykane, a co dopiero ludzie! Nie zapomnij o codziennych przejawach czułości wobec swojego dziecka – przytulenie, pocałunek, pogłaskanie po głowie, a nawet siłowanki. Trzeba szanować granice swojego dziecka i słuchać, jego potrzeb odnośnie dotyku. Wyczulone są na to zwłaszcza nastolatki, które zazwyczaj nie lubią być przytulane przez rodzica w przestrzeni publicznej, ale w domu – warto o dotyku nie zapominać.
- POMÓŻ KIERUNKOWAĆ WZROST ROŚLINY. Bądź mądrym przewodnikiem swojego dziecka. Pokazuj mu świat wartości, które są ważne dla Waszej rodziny. Zapraszaj do współpracy, nawet jeśli dziecko nie robi jeszcze wszystkiego bardzo dobrze. Stwarzaj warunki do rozwoju, realizacji marzeń, rozwijania mocnych stron. Czy to oznacza, że mamy zwracać uwagę tylko na pozytywne aspekty i nie mówić o tych, które wymagają poprawy? Nie. Ale konstruktywna krytyka zakłada najpierw pokazanie dobrych stron wykonanego zadania; następnie tych wymagających poprawy oraz pomysłów lub wspólnego poszukiwania rozwiązania. Komunikat „Jesteś głupi/-a!”, „Nic nie potrafisz zrobić dobrze!” itd. nie wnosi nic dobrego do rozwoju dziecka, a raczej powoduje, że dziecko więdnie.
- DAJ PRZESTRZEŃ NA WZROST. Dziecko oprócz bliskości potrzebuje też autonomii. Zachęcaj do działania, próbowania nowych rzeczy. Daj przestrzeń na dokonywanie wyborów (dostosowując do wieku dziecka) i szanuj te wybory. Pozwól popełniać błędy i zapraszaj do wyciągania z nich wniosków i lekcji, zamiast mówić o porażkach. Doceniaj wkład i wysiłek włożony w zadanie, a nie tylko efekt. Nie potrzeba tu pochwał w stylu „Ale super!”, „Jesteś ekstra!”. Bardziej wartościowa będzie perspektywa ciekawości i zainteresowania, dostrzeżenie procesu tworzenia „Bardzo się cieszę się, że rysowanie sprawia Ci przyjemność”., „Możesz być z siebie dumny. To zadanie wymagało sporo wysiłku.”, „Podoba mi się w jaki sposób dobrałeś kolory.”, „Opowiedz mi o tym, co tu narysowałaś.”
Co nie pomaga w procesie pielęgnacji poczucia własnej wartości? Niezauważanie dziecka, jego potrzeb, radości, trudności; brak wspólnego czasu; destruktywne krytykowanie; porównywanie do innych; wyśmiewanie, obrażanie słowami; przemoc; skrajne postawy: z jednej strony nadmierna ochrona dziecka i brak możliwości rozwoju, a z drugiej odpuszczenie, brak zainteresowania dzieckiem i pozostawienie go samemu sobie.
Ale ja nie umiem!
To bardzo dobre miejsce, bo skoro jeszcze czegoś nie umiemy, możemy się nauczyć. Tak, jak uczyliśmy się czytać, pisać, gotować czy prowadzić samochód. Na początku jest trudniej, ale z każdym kolejnym dniem praktyki, przychodzi nam to łatwiej. „Rodzicielstwo to nauka na błędach, umiejętność, którą zdobywa się w działaniu.” (William i Martha Sears)
Jeszcze wiele razy na tej rodzicielskiej drodze się potkniemy i przewrócimy. Wybaczmy sobie! I próbujmy od nowa. Dzieci naprawdę nie potrzebują idealnych rodziców. Słowo przepraszam, po tym jak zachowaliśmy się nie tak, jak chcieliśmy, w żaden sposób nie ujmuje nam rodzicielskiego autorytetu, a buduje relację z dzieckiem. Taka relacja ma szansę wzmacniać poczucie własnej wartości naszych dzieci. Takich dobrych relacji życzę Tobie, sobie i naszym dzieciom!
Monika